Po Bodzentynie.

h@brovnick
Posty: 15
Rejestracja: 24 kwie 2015, 10:39

Po Bodzentynie.

Postautor: h@brovnick » 29 sie 2016, 11:23

Kolejna edycja za nami. Zgodnie z zapowiedziami łatwo i szybko jak w Morawicy nie było. I bardzo dobrze. Zgodnie z motto Mazi'ego "im trudniej tym przyjemniej". 8-) Traska przypominała mi ścieżki starych suchedniowskich edycji ślr. Był prosty jak odrysowany od linijki odcinek szutrowy no i klasyk czyli Kamień Michnowski. Za drugim bufetem bardzo fajne długie podjazdy i mnóstwo szybkich zjazdów. A że noga wczoraj podawała to i był super fun z takiej konfiguracji trasy. Mimo upału i ogólnej suchości na drogach polnych ( takiej zasłony dymno-kurzowej na pierwszych km nie pamiętam) w lesie było się gdzie wykąpać i gdzie ugrzęznąć w błocie. Od dziewczyn w bufecie na mecie usłyszałem: gdzie się Pan tak ubrudził przy tak ładnej pogodzie?? ;)
Bardzo udana edycja i zapowiedź tego co nas czeka w dwóch ostatnich edycjach sezonu. Drodzy organizatorzy, mam nadzieję, że dokręcicie jeszcze poziom trudności.

A na koniec apel do tych, którzy panikowali na widok kałuż i błota. I nie mam na myśli osób z końca stawki, u których zrozumiem trochę inne podejście do ścigania. Woda i błoto nie zabija, przy odrobinie chęci da się przez większość takich przeszkód przejechać. Wystarczy nie zwalniać do 10km/h przy każdej takiej okazji. A jeśli nie lubisz się brudzić to przerzuć się na zawody szosowe.
To samo dotyczy sytuacji na podjazdach. Wypiąłeś się, koło ci zbuksowało, nie jesteś w stanie jechać dalej... więc ustąp miejsca temu z tyłu. To że tobie nie poszło to nie znaczy, wszyscy za tobą muszą schodzić z rowerów.

Pozdrawiam

Słoń
Posty: 68
Rejestracja: 11 lut 2015, 7:53

Re: Po Bodzentynie.

Postautor: Słoń » 29 sie 2016, 12:57

h@brovnick pisze:
A na koniec apel do tych, którzy panikowali na widok kałuż i błota. [...] Woda i błoto nie zabija, przy odrobinie chęci da się przez większość takich przeszkód przejechać.
Pozdrawiam


A tutaj się mylisz ... zabija sprzęt ;) Ja osobiście w takich warunkach jak wczoraj - 95% trasy suche - wolę zatrzymać się przy większym błocku i rower przenieść niż potem na 80km walczyć ze zgrzytającym napędem. Co innego jak trasa jest cała mokra lub pada - wtedy to już wszytko jedno :D
Oczywiście jest to pewne uogólnienia i mam raczej na myśli raczej głębokie kałuże i kolejny. W Bodzentynie zdecydowana większość 'mokrego' była do przejechania lub objechania - wystarczyło prawidłowo ocenić sytuację

kamn
Posty: 9
Rejestracja: 18 kwie 2015, 23:19

Re: Po Bodzentynie.

Postautor: kamn » 29 sie 2016, 14:35

Witam!
No właśnie - a propos podjazdów, które pokonują:
Po pierwsze podpisuję się pod tym, co napisał h@brovnick - ustępować trzeba i tu nie ma dyskusji.
Natomiast mi chodzi o co innego - od kilku edycji borykam się z taką przypadłością, która mnie pokonuje na podjazdach. Mianowicie podwija mi się łańcuch na najmniejszej koronce z przodu.
To się dzieje tylko na najwolniejszych przełożeniach. Mam (trochę już odchodzący do historii) napęd 3 x 10 SLX/XT, model sprzed 4 lat. Zaczęło się w Pińczowie, teraz było to samo.
Jak wrzucam na najmniejszą koronkę z przodu, a największą z tyłu, to po chwili podwija mi się łańcuch i blokuje korbę. Jak się wykażę refleksem - to szybki półobrót korbą w tył - łańcuch się odblokowuje i jadę dalej. Nie zawsze się jednak da tak zrobić. To się dzieje na najbardziej stromych podjazdach - łańcuch mocno napięty. Nie muszę mówić, jak to wybija z rytmu. Czasem prędkość jest tak małą, że po prostu nie da się zakręcić w tył, z powrotem w przód i jechać dalej - po prostu muszę się zatrzymać. Wkurzające jest to strasznie - pokonuje mnie sprzęt, a nie moja forma, czy przeciwnik.
Wiem, że to nie tylko mój problem, ktoś już mi o tym wspominał.
WIĘC - CZY KTOŚ PODPOWIE MI COŚ MĄDREGO - GDZIE LEŻY PRZYCZYNA?
Na razie podejrzewam za słabą sprężynę w wózku tylnej przerzutki, ale pewien nie jestem...
Dzięki z góry za radę.

h@brovnick
Posty: 15
Rejestracja: 24 kwie 2015, 10:39

Re: Po Bodzentynie.

Postautor: h@brovnick » 29 sie 2016, 15:47

Słoń pisze:
h@brovnick pisze:
A na koniec apel do tych, którzy panikowali na widok kałuż i błota. [...] Woda i błoto nie zabija, przy odrobinie chęci da się przez większość takich przeszkód przejechać.
Pozdrawiam

W Bodzentynie zdecydowana większość 'mokrego' była do przejechania lub objechania - wystarczyło prawidłowo ocenić sytuację

I tu się z tobą zgadzam. Takie właśnie sytuacje mam na myśli.
A jak kiedyś wejdą do powszechnego użytku napędy w pełni zabudowane to problem wody, błota, piachu itp zniknie na zawsze. 8-)

kantele
Posty: 61
Rejestracja: 16 lut 2015, 14:33

Re: Po Bodzentynie.

Postautor: kantele » 29 sie 2016, 16:31

kamn może pora zmienić napęd ;)

Trasa przewspaniała, widokowo... zabójcza... (cyknęłam parę widoczków, jak ktoś chce zobaczyć to tu: https://www.facebook.com/kantele.bikestats/photos/?tab=album&album_id=1751651291790407)
Nie była jakaś bardzo trudna technicznie (no dobra, jeden stromy podjazd i kamień mnie osłabiły) ale kondycyjnie bardzo wymagająca.
Niestety, ze względu na przebieg kilku dni bezpośrednio przed maratonem nie byłam wczoraj zupełnie w kondycji i trasa mnie pokonała... ostatnie 15km ledwo jechałam a na końcowej łąkowej patelni myślałam, że umrę ;D
Ale i tak mi się podobało :)
Pozdrówki Marta

senderx
Posty: 7
Rejestracja: 24 lut 2015, 11:03

Re: Po Bodzentynie.

Postautor: senderx » 29 sie 2016, 19:03

Trasa fajna, jak zwykle na ŚŁR. Dobre oznakowanie i ok na bufetach. Atmosfera przed i po starcie MEGA.
Jedynie mam uwagę co do "zasłony dymnej" na początku zaraz po zjeździe z asfaltu. Czy nie dało by się - na przyszłość - tak prowadzić trasy (albo wymyślać jakiś alternatywny wariat np: po asfalcie, albo po łące, po błocie, po skałach...cokolwiek?) ale żeby nie było takiej kurzawy?
Pomijam to że nic nie było widać - i można było zaliczyć niezłą kraksę, albo jakiś gigantyczny karambol, ale najważniejsze jest to co stanie się z Naszymi płucami (zapewne wyjdzie po paru latach) a taka jazda to jest naprawdę masakra.
Wielka prośba (moja osobista, ale myślę że również większości uczestników) do organizatora żeby oszczędził nam wszystkim pylicy płuc i kiedy wiadomo że jest susza początek trasy prowadził tak, żeby się nie kurzyło. :oops:

adriansocho
Posty: 65
Rejestracja: 28 mar 2015, 21:39

Re: Po Bodzentynie.

Postautor: adriansocho » 29 sie 2016, 19:50

Co do schodzenia na bok przez osoby, które miały problem z podjeżdżaniem - ja mam wrażenie, że WSZYSCY zawodnicy, z którymi miałem do czynienia zarówno w Bodzentynie jak i Pińczowie (był jeden taki podjazd) zachowywali się wręcz wzorowo. Bardzo Wam dziękuję! Ja zawsze staram się wjechać, gdyż oszczędza to moje siły. A jestem raczej pasjonatem ścigania a nie zawodnikiem-zawodowcem z okolic pudła i sił zawsze brakuje.


kamn pisze:Witam!
od kilku edycji borykam się z taką przypadłością, która mnie pokonuje na podjazdach. Mianowicie podwija mi się łańcuch na najmniejszej koronce z przodu.
(...)
WIĘC - CZY KTOŚ PODPOWIE MI COŚ MĄDREGO - GDZIE LEŻY PRZYCZYNA?


Chodzi o to, że na samym dole koronki przedniej, gdzie łańcuch powinien z niej schodzić i biec do tyłu, to on nie chce zejść z koronki i idzie do góry.

Wewnętrzne powierzchnie wewnętrznych (węższych) blaszek/ogniwek łańcucha zakleszczają się mechanicznie na "szerokości" ząbków koronki. Przyczyna jest jedna - na koronkach, na pracującym zboczu ząbka porobiły się zadziory, które zwiększają szerokość ząbka (szerokość - mam na myśli w kierunku "grubości" zębatki - przepraszam za brak ścisłości mechanicznej). Czasami jest tak, że na sucho (bez błota) jest dobrze, a gdy przejedziesz przez pierwsze błoto lub gdy zacznie padać deszcz, to kilka ziarenek piasku wewnątrz ogniwek łańcucha sprawia, że już zaczyna się on klinować na ząbkach.

Problem też występuje (sporadycznie), gdy założony jest nowy łańcuch. Stary łańcuch, oprócz tego, że rozciągnięty po długości, mógł być też rozciągnięty po szerokości - ogniwka ustawione ciut szerzej niż w nowym łańcuchu. Po jakimś czasie łańcuch się "układa" i problem mija, ale moim zdaniem pomaga też to co poniżej.

Moja rada (nie jest to jedyny sposób ogarnięcia) - zdjąć korbę, odkręcić najmniejszą koronkę, pilnikiem usunąć zadziory. Możliwe że nowe się zrobią, ale też nastąpi częściowe zgniecenie/ubicie materiału koronki i te kolejne już nie będą tak duże jak te pierwsze. Znowu czeka wtedy piłowanie, po tym powinien być spokój. Można też wymienić najmniejszą zębatkę na innej marki.

Jeśli ktoś ma podobne/inne doświadczenia czy inne sposoby usunięcia problemu, to niech napisze, bo chętnie poszerzę wiedzę.
Adrian Socho
Drużyna MyBike.pl Blog drużyny

kamn
Posty: 9
Rejestracja: 18 kwie 2015, 23:19

Re: Po Bodzentynie.

Postautor: kamn » 29 sie 2016, 22:06

dzięki adriansocho - będę piłował ;)

ps: to samo miałem na poprzednim i teraz na owym łańcuchu, więc te zadziory pewnie są przyczyną.

ir3n3usz
Posty: 2
Rejestracja: 30 sie 2016, 12:49

Re: Po Bodzentynie.

Postautor: ir3n3usz » 30 sie 2016, 12:53

kamn pisze:To się dzieje tylko na najwolniejszych przełożeniach. Mam (trochę już odchodzący do historii) napęd 3 x 10 SLX/XT, model sprzed 4 lat.



A czy ta korba 3x jest przystosowana do pracy z kasetą 10rz?? Wg mnie nie, łańcuch zawsze będzie "zaciągał się" bo jest zbyt wąski. Proponuję przejść na korbę 2x przystosowaną do pracy z kasetą i łańcuchem 10rz.

ktone
Posty: 30
Rejestracja: 19 lut 2015, 10:56
Lokalizacja: Warszawa

Re: Po Bodzentynie.

Postautor: ktone » 01 wrz 2016, 5:09

Problem zaciągającego łańcucha, poza aspektami już poruszonymi, rozwiązuje przerzutka ze sprzęgłem. Łańcuch zaciąga po prostu, kiedy opory na zębatce są większe niż naciąg sprężyny przerzutki tylnej, która napina łańcuch. Najprostsze rozwiązanie - kupić przerzutkę ze sprzęgłem - w Shimano Shadow +, w SRAM - Type 2.


phpbb 3.1 themes

Wróć do „Sezon 2016”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość